Niestety moje zwiedzanie Polski jest dosyć ubogie i zazwyczaj ograniczało się do kolonii i odwiedzin rodziny w Krakowie.

Wyjazd do Sandomierza został dosyć spontanicznie zaplanowany. Pewnego grudniowego dnia przypomniałam sobie jak wyglądały
święta w zeszłym roku i od razu się zestresowałam…. 2xWigilia, 2x obiady w Pierwszy dzień Swiąt i cały czas od jednej do drugiej rodziny z jednego końca miasta na drugi. Siedzenie i jedzenie, jedzenie i siedzenie, noszenie, zmywanie i znowu siedzenie i jedzenie…

no i tak narodził się szalony pomysł aby po prostu wyjechać.

Mamy się zgodziły.

I tak wspaniałym PKSem z Dworca Zachodniego rozpoczęliśmy naszą podróż.

Dla Porto kupiliśmy kaganiec i torbę podróżną, a kierowca ledwie go dostrzegł pod kurtką WW. Całą drogę był bardzo grzeczny i szalenie słodki. IW napiekła rogaliki, HC zrobiła kanapki i całą drogę się świetnie bawiliśmy i objadaliśmy :) Okazało się również, że razem z nami jadą nasze późniejsze faworyty (3 pancie, z czego 2 w futrach, chude i strasznie brzydkie, no i zarozumiałe jak to na pancie przystało). Mieszkańcy miasta mam nadzieję, że są tacy, jak para którą jako pierwszą spotkaliśmy – zapytaliśmy o drogę pana wysiadającego z samochodu. Stwierdził, że to bardzo daleko i zgodnie ze swoją żoną, która siedziała z tylu z niemowlakiem, stwierdzili, że nas do tego hotelu zawiozą… strasznie miło nam się zrobiło. Uprzejmie podziękowaliśmy wyjaśniając, że jest nas sześcioro :)   Nie zapomnę naszej podróży do hotelu Sarmata – ciemno, zimno a nasze mamy środkiem jezdni ciągną swoje kreacje (po co im tyle tych toreb było?). Ze wspaniałymi humorami dotarliśmy do hotelu Sarmata – Wiktor, bardzo dziękuję za rekomendację!

Pokoje na bardzo wysokim standardzie, chociaż początkowo chłodne (później przyjechał właściciel i dorzucił do kotła :) , jedzenie przepyszne – na tyle, że się żałuje, że nie ma się 3 żołądków. Obsługa bardzo miła, a dodatkowo w pakiecie hotel zorganizował zwiedzanie Sandomierza z przewodnikiem (mimo deszczu wszystkim się podobało). Dodatkową zachętę stanowią ceny w restauracjach i pubach – kieliszk wódki jest tańszy od kawy czyli kosztuje 5zł.

Naprawdę podpisuję się pod Wiktora rekomendacją. Musicie zwidzić Sandomierz – w końcu to tam nakręcili “Ojca Mateusza”!